| Kończy się ukryte życie Jezusa. Odtąd nie nalezy On już tylko do Matki. Wychodząc z wód Jordanu, rozpoczyna misję Mesjasza. Jan Chrzciciel mówi o Nim: Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata (J 1,29). Bóg Ojciec publicznie przyznaje się do Niego i osobiście potwierdza Jego tożsamość, mówiąc: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie (Mk 1,11). Jezus już tutaj bierze na swoje barki ciężar grzechu i popraez rany swej męki na krzyżu będzie niósł aż do śmierci. Już tutaj zaczyna spowiedź z grzechów całej ludzkości tak, jakby to były Jego własne grzechy. Identyfikując się z nami doświadcza naszej nędzy jak swojej własnej. Jezus Chrystus pojawia się obok człowieka tak blisko, że - podobnie jak w tłumie oczekującym na chrzest - może pozostawać nierozpoznany. Możemy nawet nie zauważyć, że Jezus jest dla nas Bożym darem. | | | |  | Maryja, Matka Jezusa, troszczy się nawet o weselną ucztę tych, którzy zaprosili na swoje gody jej Syna. To Ona, dojrzawszy potrzebę, organizuje pomoc. Zaistniały tu cud otwiera serca uczniów na Boga i Jego dobroć. Uświadamia im, że dla Jezusa ważna jest nawet radość bawiących się na weselu gości. Przyjmując zaproszenie na gody, Jezus przede wszystkim uczcił zaślubiny mężczyzny i kobiety. Potwierdził, że małżeństwo jest czymś pięknym, chcianym i błogosłwionym przez Stwórcę. Obecny wśród nas Chrystus może powtórzyć cud z Kany, na każdym etapie trwania małżeństwa. Wystarczy Go zaprosić i poprosić. Może On wodę rutyny, oziębłości, nudy przemienić w wino miłości, serdeczności, czułości i obdarować nas takim darem. | | | |  | Ojciec wciąż szuka swego dziecka - choćby ono samo czuło się zagubione i chodziło złymi drogami. To wychodzenie bogatego w miłosierdzie Boga naprzeciw ludzkości nosi w historii zbawienia imię Jezusa Chrystusa. Chrystus staje obok człowieka bez względu na to, czy nazywa się on Adam, Kain, Cham czy Judasz, a może Mateusz, Bartek czy Sylwia. Ojciec ofiaruje własnego Syna nie tylko z tego powodu, że człowiek jest biedny i ślepy, nagi i grzeszny, ale ze względu na to, że bezgranicznie go kocha. Druga Osoba Przenajświętszej Trójcy staje obok nas i daruje nam swojego Ojca, swoją Matkę, Ducha Pocieszyciela, darzy nas dosłownie wszystkim. Ode mnie jednak zależy, czy ja sam hojnie odbarowywującemu mnie Chrystusowi uwierzę i czy Mu zaufam. Czy przyjmę Jego dar. | | | |
| Trzej Apostołowie doświadczyli na Taborze tajemnicy istnienia nieba. Doświadczyli szczęścia, które przeraża, i radości, która zapiera dech. Zauroczeni Odkupicielem, słyszą głos Ojca i wchodzą w obłok, będący znakiem obecności samego Boga> Scenerią wydarzenia jest obłok, blask i głos, zachwyt, upadek na twarz i dzwoniące w trwodze zęby. To odsłonięcie twarzy było darem Przyjaciela dla Apostołów - darem na drogę do Kalwarii. Zauroczenie pięknem Odkupiciela może, a nawet powinno, pojawiać się również w życiu osób wierzących. To także dar Przyjaciela dla nas, ludzi, na trudne nieraz drogi i ścieżki naszego życia. Przyjąć ten dar to znaczy utkwić swój wzrok w obliczu Chrystusa. Wówczas można doświadczyć miłości Ojca i cieszyć się radością Ducha Świętego. | | | |
| To, co w Kościele jest najcenniejsze - Eucharystia - jest darem samego Pana Boga, darem Jego miłości. Wypowiedziane na kilka godzin przed śmiercią Chrystusa słowa Bierzcie i jedzcie..., Bierzcie i pijcie... są świadectwem miłości aż do końca (J 13,50). Jezus zaprasza nas wszystkich pod swój krzyż byśmy dotknęli Jego Ciała, Jego Krwi i Jego Miłości. Daje samego siebie, by człowiek mógł dojść do szczęścia na własnych nogach. Daje obficie każdemu, kto chce, ile chce i kiedy chce. Ten dar wprowadza w zakłopotanie, szokuje, zawstydza. Jednak z Chrystusem łatwiej jest człowiekowi dźwigać swoje własne, często poplątane, czasami aż do bólu przykre życie. |
|