Wolontariat
Żmiąca, wspomnienia z wakacji
Żmiąca
Wpisał Jan Hesko-Kołodziński   
Piątek, 31. Październik 2008 21:09

 

Bajkowy świat

Trzy białe domy - jeden duży i dwa małe, piaskownice, huśtawki, basen, sad pełen owoców oraz pobliski las - oto Żmiąca "kraina dzieci, radości i słońca", jak głoszą słów jednej z tutejszych piosenek. To wielkie dzieło ludzi, którzy poświęcili wiele lat na to, by mógł powstać ten jekże inny świat, świat gdzie znikają codzienne troski, otwierają się oczy i serca, gdzie można otrzymać prawdziwą lekcję życia i miłości - państwa Katarzyny i Jana Maderów, zwanych przez wszystkich zdrobniale ciocią Kasią i wujkiem Jurkiem. Do miejscowości tej każdego lata przybywa łącznie podczas dwóch turnusów blisko stu opiekunów, głównie studentów, ale zdarzają się też ludzie starsi, czy uczniowie szkół średnich. Przyjeżdżają w różnych celach - jedni, by dać wyraz swojemu powołaniu, inni po to by wyciszyć się i choć na chwile uciec od codzienności, jeszcze inni, by poszukać czegoś, czego do tej pory nie udało im się odnaleźć. Jednak wszyscy, bez wyjątku odnajdują tu Boga, miłość, wreszcie siebie samych. Wszyscy też, po trzech tygodniach wakacji o wiele bogatsi powracają do swych domów, rodziny, przyjaciół.

Lekcja miłości

Przed wyjazdem do Żmiącej byłam bardzo podekscytowana, choć tak naprawdę nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka. Pierwszym pozytywnym zaskoczeniem okazał się fakt, że wszyscy mieszkańcy baśniowej krainy na wzgórzu to dzieci, ciocie i wujkowie, którzy stanowią swoistą rodzinę, w której króluje przyjaźń i akceptacja. Tutaj nikt nie wstydzi się kim jest i jaki jest, nikt nikogo nie krytykuje, lecz w razie potrzeby stara się pomóc, człowiek otwiera się na drugiego człowieka. Każdy z nas jest inny, niepowtarzalny, różne są nasze potrzeby, co innego nas cieszy, co innego smuci. Sedno w tym, że pragniemy dzielić z kimś te uczucia, że czasem tak bardzo chcielibyśmy, by ktoś je rozumiał, żeby się czuł jak my. W Żmiącej nikt nie jest samotny, wspólny cel prędzej czy później będzie osiągnięty -tutaj zarówno skrzywdzone i wielokrotnie poniżane niewinne dziecko jak i zamknięte w sobie młody człowiek w końcu nauczy się kochać. Tutaj, pochylając się nad łóżkiem śpiącego malucha każda dziewczyna i każdy chłopak choć przez chwilę poczuję się matką i ojcem, tu nawet najbardziej zranione dziecko choćby tuż przed pożegnaniem obejmuje swego opiekuna i wyszepcze "kocham cię ciociu, kocham cię wujku".

Siła w Bogu

"Jednego mamy Ojca i jedną Matkę, jedno Niebo czeka nas. Wszyscy jesteśmy jedną rodziną, Jezus zamieszkał pośród was." - śpiewamy w jednej z piosenek. 
Modlitwa, szczera wiara dziecka oraz ewangeliczne przykazanie miłości to fundamenty, na których państwo Maderowie osadzili potężną i stabilną budowę. Tak długo jak długo jej podstawę stanowić będzie Bóg, żaden niepokój nie dotknie Żmiącej. Siłą nas wszystkich, podejmujących się trudnej i bardzo odpowiedzialnej pracy tkwi właśnie w Bogu. Poczuł to każdy, kto podczas modlitwy wieczornej, ściskają dłonie sąsiadów, przy blasku zapalonej świecy odmawiając wraz z innymi tradycyjne powtarzany dziesiątek różańca. Choćby nawet w czasie dnia piętrzyły się trudności, choćby ktoś co najmniej kilka razy w ciągu minionych kilku godzin zwątpił w sens tego co robi, nucąc tekst piosenki pt. "Jaki ten był dzień", rozumieliśmy tak dobrze po co i dlaczego po co i dlaczego nasze przeznaczenie przywiodło nas w to miejsce.

Współpraca

Drugiego człowieka najlepiej poznaje się spędzają z nim kilka pełnych dni. Jeśli już znajdziemy w Żmiącej przyjaciel, to pozostanie on nim na dobre i złe, jeśli stracimy kogoś, kto wcześniej tytułował się w ten sposób, prędko dojdziemy do wniosku, iż taki układ z rzeczywistością nie zasługiwał na miano przyjaźni. Ważne jest, że tutaj wszyscy są dla siebie serdeczni oraz chętni do pomocy. Aby zbytnio nie idealizować, należy oczywiście zaznaczyć, że życie w kilku a często kilkunastoosobowym zespole (opiekunowie i dzieci) przez 24 dni po 24 godziny na dobę, bywa męczące, toteż w sytuacji ogólnego wyczerpania może się przezwyciężyć problem, zwykle już kilku minutach wzburzeniach zastępuje współpraca.

Próba cierpliwości

Dzieci, które spotykamy w Żmiącej są na pozór idealne jak te, którymi mieliśmy wcześniej kontakt. Podobnie jak tamte uwielbiają słodycze, wyprawy na basen, wycieczki, zabawy w piaskownicy. Czasem tylko jakiś niesprecyzowany błysk w ich oczach, gesty czy słowa sugeruje nam, że one wiedzą więcej niż ich rówieśnicy. Zdarza się, że bagaż przeżyć, jaki dźwigają na swych barkach sprawia im trudność w przyjęciu miłości dorosłego człowieka, generalnie jednak potrzebują uczucia, cierpią na jego brak, lecz podczas wakacji udaje im się nadrobić zaległości. Niektóre uważają, iż wszyscy wychowankowie domu dziecka to pokrzywdzone aniołki. Otóż spora ich część bynajmniej do grona tych istot nie należy. Potrafią niestrudzenie rozrabiać prze cały dzień, psocą, marudzą, wystawiają nas na próbę. One potrzebują nie tylko kogoś kto je pogłaszcze i przytuli, ale także skarci, nakrzyczy, wskaże jak powinni postąpić, a jednocześnie kogoś, kto mimo ich niegrzecznego zachowania, mimo wcześniejszego odesłania za karę do kąta, wieczorem przed zaśnięciem pochyli się nad ich łóżkiem i wymusi obietnicę, że jutro już będą grzeczne, że się poprawią. I faktycznie tak się dzieje. Poprawiają się poważnie maja dla kogo, ponieważ ktoś na to czeka.

Zrozumieć siebie

Przebywając w Żmiącej można bardzo wiele dowiedzieć się o sobie samych. Udało mi się odkryć w sobie nowy, inny niż dotychczas rodzaj wrażliwości, wrażliwości na czyjeś nieszczęście. Nauczyłam się kochać. Nie znaczy to, że do tej pory obce mi było to uczucie., lecz z pewnością pogłębiłam umiejętność kochania, gdyż w Żmiącej uczymy się tej właśnie miłości "po mimo wszystko". Odkryłam coś co tkwiło we mnie najprawdopodobniej już od dawna, a czego, co dzisiaj bardzo mnie dziwi, wcześniej nie dostrzegłam.
Umiem już odróżnić rzeczy ważne od mniej ważnych. Zrozumiałam, że czasem boli nas co boleć nie powinno, gdyż dla tak mało istotnych spraw nie ma w ogóle miejsca w naszym życiu. Pamiętam, że czasem jeśli coś co pragniemy posiadać nie należy do nas, Pan Bóg będzie to siebie odbierał tak długo, aż sami zdecydujemy się to oddać. Dopiero wtedy odzyskamy spokój.

Nie tylko wakacje

Żmiąca to nie tylko trzy tygodnie wakacji, czy miły epizod, w naszym życiu. Państwo Maderowie zachęcają, by nie pozostawić naszych podopiecznych, by utrzymywać z nimi kontakt, by w miarę możliwości spróbować uczyć ich dzieciństwa w jak największym stopniu zbliżonym do normalnego. Taka decyzja, choć wydaje się oczywista, wymaga zastanowienia, odpowiedzialności z przede wszystkim konsekwencji. Pamiętając, że te dzieci ktoś już kiedyś porzucił i , że z obserwowanym przez nas trudem dopiero co udało się im przezwyciężyć nieufność i strach przed ludźmi. Miejmy nadzieje, że wiele spośród nich odnajdzie rodziny adopcyjne, jednak zawsze pozostaną ci, którzy z różnych względów nie mogą na to liczyć. Oni właśnie najbardziej potrzebują naszej pomocy, naszej uwagi, podniesionego głosu, uśmiechu, autorytetu. Potrzebują miłości. Każdego kto czuje , że istnieje coś czego choćby najmniejszą częścią mógłby podzielić się z najbardziej potrzebującym, a kto kontakt z ośrodkiem na Rajskiej, zaś wszystkich, którzy choć raz odwiedzili Żmiącą do systematycznych powrotów do tego miejsca.

Joanna Żyła

 
Wolontariat
O nas
Wpisał Jan Hesko-Kołodziński   
Piątek, 31. Październik 2008 21:06

      Witam Cię na tej stronie. Skoro już tu wdepnąłeś to oznacza, że masz w sobie duszę społecznika i dobre serce (o czym może jescze nie wiesz) i chcesz pomagać ludziom. Cieszy mnie to ogromnie, gdyż pracy napewno nie zabraknie J.

      Wolontariat na Miasteczku AGH jest związany przede wszystkim z dziećmi z Ośrodka adopcyjno-opiekuńczego przy ulicy Rajskiej. Pomoc tam polega na regularnych spotkaniach z dziećmi i po prostu bycie z nimi. Czas ten można poświęcić na zabawę, pomoc w odrabianiu lekcji lub wyjście na spacer. To wszystko dzieje się podczas roku szkolnego. Gdy przychodzą wakacje razem z dzieciakami można wyjechać do ośrodka w Żmiącej i tam realizować się jako opiekun/wychowawca.

      Inną formą wolontariatu jest pomoc osobą starszym z parafii do której należy nasze duszpasterstwo. Całą pieczę nad tym dziełem sprawuje bardzo sympatyczna siostra zakonna – s. Barbara. To ona kieruje wolontariuszy do osób o największych potrzebach. Głównym celem jest podarowanie tym ludziom trochę swojego czasu w ciągu tygodnia. Zakupy, wspólny spacer, szklanka herbaty razem wypita – to naprawdę Oni doceniają i są wdzięczni. Jesteśmy dla nich wtedy wszystkim a dla nas to tylko parę chwil.

      Możliwa jest również praca z osobami niepełnosprawnymi fizycznie. Są to cudowni ludzie, utalentowani, inteligentni lecz z mniejszym lub większym ograniczeniem fizycznym. Współpraca z Nimi może okazać się dla Was prawdziwą przygodą. To nie tylko zawożenie na warsztaty i pomoc  w przedostatniu się z jdnego końca Krakowa na drugi. To przede wszystkim dużo nowych znajomości, przyjaźni, wyjazdów integracyjnych, obozów wakacyjnych, wypadów do kina, teatru czy na basen.

      Jeśli lubisz konie i chciałbyś poczuć wiatr we włosach wiedz, że istnieje takie miejsce w Krakowie gdzie to marzenie może się spełnić. W jednym z zakątków miasta można poczuć się jak na wsi. Stary fort, który został przerobiony na stajnie jest schronieniem dla kilku pięknych koni, kotów i prawdziwego ulubieńca wszystkich wolontariuszy – osiołka Nerona. W tym uroczym miejscu odbywają się zajęcia hipoterapii dla dzieci niedosłyszących. Nasza pomoc jest nieoceniona, gdyż do każdego dziecka potrzeba 3 wolontariuszy. Bez odpowiedniej liczby wolontariuszy nie są możliwe te zajęcia.  
 

      Przedstawiłam Wam ogólny zakres działalności naszego wolontariatu. Myślę, że każdy zainteresowany znajdzie tu coś dla siebie. Serdecznie zapraszam do współpracy. Warto swój młodzieńczy zapał poświęcić dla innych.

      Wolontariat to wspaniała przygoda!!! Zapraszamy!!!! 
 

Jeśli chcesz:

  • - Zobaczyć, jak śmieje się dziecko
  • - Zostać ciocią (wujkiem) z dnia na dzień
  • - Przytulać 12 dzieci na raz
  • - Nauczyć się zmieniać pampersy
  • - Raz w tygodniu zapomnieć o swoich problemach
  • - Nauczyć się sprzątać pod okiem fachowca
  • - Zobaczyć czy Twój ukochany umie trzepać dywany
  • - Sprawdzić jak Twój ukochany radzi sobie z dziećmi
  • - Słuchać niekończących się opowieści o tym, jak było dawniej
  • - Dostać mieszkanie w spadku
  • - Nauczyć się robić knedle ze śliwkami
  • - Dowiedzieć się co to pikling
  • - Dostać bieliznę na dzień ślubu
  • - Dowiedzieć się jak ciepło trzeba się ubierać
  • - Zastać wnuczką (bądź wnuczkiem) po raz kolejny
  • - Dowiedzieć się, dlaczego trzeba chodzić w warkoczach
  • - Znać najtańsze sklepy w obrębie miasteczka
  • - Twórczo spędzić wakacje

Przyjdź do nas!!!

      Wolontariat zaprasza!!!!

 Kontakt: Małgorzata Roszkowicz roszkowiczmalgorzata(na)op.pl

 
Jeśli masz chwilkę to przeczytaj...
O nas
Wpisał Paweł Waśniowski   
Środa, 14. Maj 2008 16:27

Cześć!

Mam na imię Paweł i gdy byłem jeszcze niemowlakiem miałem wypadek… Spadający z dachu śnieg, zmiażdżył mój wózek i to cud, że dziś mogę coś do Ciebie napisać…

Pan Bóg dał mi drugą szansę, abym żył…

Przez 20 lat prawie nie wychodziłem z domu, moje życie było w 100%  zależne od innych…

Jednak coś zaczęło się zmieniać… Pan Bóg nigdy o mnie nie zapomniał. Codziennie Mu dziękuję za to, że dał mi przyjaciół, którzy mi pomagają…

Dziś już mam 27 lat i od ponad pół roku chodzę na rehabilitację, która zmniejsza moją spastykę, aby kiedyś jeśli Bóg pozwoli, wyjść na normalny, zwyczajny spacer do parku, który jest tak blisko, a jednak tak daleko…

Zbliżają się wakacje i większość moich przyjaciół studentów wyjeżdża do domu…

Niestety może tak być, że nie będzie miał kto mnie zabrać na rehabilitację, a nawet niewielka przerwa kilku tygodni może być tragiczna, bo jeśli nie będzie ciągłości,  to moja ogromna praca i ofiarność osób, które mi do tej pory pomagały pójdą na marne.

Przyjacielu… Jeśli może zostajesz w Krakowie na wakacje, to proszę Cię o pomoc.

Czy zabrałbyś mnie, choć jeden raz w wakacje na rehabilitację? To naprawdę nic ciężkiego.

Uwierz mi, gdybym miał na tyle sprawne i silne ręce, to moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej… Niestety tak nie jest, dlatego liczę na Twoją pomoc.

Jeśli tylko masz taką możliwość…

To są moje namiary:

 

Paweł Waśniowski

Kraków; ul. Krowoderskich Zuchów 18/2

Tel. 012-634-25-58       

Kom. 502-369-953

GG#1895153

Skype: pwasniowski

Email: pwasniowski(małpka)poczta.onet.pl

 

Dziękuję Ci za to, że poświęciłeś tę chwilkę…

Mam nadzieję, że kiedyś się poznamy ;)

Do zobaczenia!

 

Paweł Waśniowski

 

PS Może Ty nie dasz rady, ale Twój kolega, znajomy… Z góry dziękuję za rozesłanie wiadomości! Hej! Wink