Świadectwa
Kurs Filipa - Spytkowice 2009
Świadectwa
Wpisał Marcin Chramiec   
Piątek, 15. Styczeń 2010 16:07

Na co dzień jestem studentem automatyki i robotyki, żyję w świecie liczb, sygnałów, w którym wszystko jest proste, logiczne i uporządkowane, albo masz sygnał zero albo jeden, albo niską albo wysoką impedancję, nie ma żadnych stanów pośrednich, wszystko łączy logika.
Na kursie Filipa nie ma logiki. Gdy śpiewasz Bogu i zaczynasz się ni z tego ni z owego cieszyć, to kończy się logika i rozumienie, a zaczyna się wiara.
Gdy zaczynasz robić rzeczy o których w życiu nie pomyślałbyś, że je zrobisz, czujesz że wierzysz.
I właśnie to jest dla mnie najważniejszą nauką z kursu - w wierze, w Bogu nie ma logiki, nie widać jej, nie da się zmierzyć.
Wiarę się 'czuje' :)

Łukasz

------------------------------------- 

 

Kurs Filipa – zdecydowanie się na wyjazd zajęło mi może... 3 sekundy?

Nie dlatego, że brakowało mi doświadczeń religijnych, czy też czułam potrzebę zweryfikowania swojej wiary – w żadnym wypadku. Kiedy przyjaciółka zapytała mnie, czy pojechałabym z nią na kurs, bez wahania odpowiedziałam „tak”, ponieważ od dłuższego czasu myślałam o „ucieczce” - od akademika, od uczelni, od domu, od życia jakie prowadziłam – od imprezy do imprezy, od chorych relacji, które tworzyłam z paroma osobami... Zgubiłam się w chaosie, który mnie otaczał. Kładąc się spać, zwykle o bardzo późnej porze, niejednokrotnie byłam zdziwiona jak wiele rzeczy się wydarzyło, których nie przewidziałam, nie planowałam. Od pewnego czasu te wydarzenia były w większości negatywne, utwierdzały mnie w przekonaniu, że nie daję sobie rady, że powoli dotykam dna. Nie panowałam nad swoim życiem, a jeden błąd był źródłem kolejnych. Znajomi „od butelki i papierosa” nie byli dobrymi doradcami, na uczelni coraz więcej zadań mnie przerastało. Jedynym rozwiązaniem, które widziałam była ucieczka, a pierwszą lepszą możliwością – kurs.

Nie oczekiwałam niczego, chciałam jedynie odpocząć, pomyśleć. Byłam załamana, w przeddzień wyjazdu odwróciła się ode mnie osoba, którą kiedyś nazywałam przyjacielem, w kilka godzin po przyjeździe na miejsce dowiedziałam się o śmierci osoby z najbliższej rodziny – myślałam ze łzami w oczach „i co jeszcze?!”.

Przyglądałam się uśmiechniętym twarzom zadowolonych uczestników i prowadzących kurs. Pytałam siebie czy pobyt tutaj ma sens, ponieważ niechętnie patrzyłam na te z początku „dziwne” osoby – miłe, tolerancyjne, akceptujące wszystko i wszystkich, pomocne, skromne, uważnie wysłuchujące. I widziałam jak bardzo nie pasuję do tego towarzystwa. Oni przyjechali dla Boga, ja dla siebie...

Jednak z godziny na godzinę moje załamanie i irytacja ustępowały. Zapytałam siebie, czemu nie? Czemu by się nie otworzyć chociaż na te dwa dni? Czemu buduję w sobie blokadę, na siłę zniechęcam się do tych ludzi i tego, co robią? Dlaczego choćby raz nie spróbować być „za” niż „przeciw”? Nic przecież nie tracę.

Wypowiedzenie tego cichego, wewnętrznego „tak” na to, co działo się podczas kursu wystarczyło, by stopniowo wywołać lawinę pozytywnych uczuć i myśli. I chociaż chciałam, to nie potrafiłam myśleć o moim życiu w ten sam, negatywny sposób. Mój ogrom żalów i trosk zmniejszył się do tego stopnia, że myśl o najgorszych wydarzeniach nie dawała rady zburzyć mojego spokoju (!) A właśnie to uczucie wewnętrznej równowagi i wyciszenia było czymś wspaniałym, czego nie doświadczyłam od bardzo dawna. To dodało mi chęci na otwarcie się na fantastycznych ludzi, którzy już nie byli dziwni, a niezwykli. Dzielili się swoją energią, ciepłem i entuzjazmem. Wszystko, co robiłam podczas kursu dawało mi ogromną satysfakcję i pomimo jego intensywności – chciałam więcej i więcej :) Poczułam się „na swoim miejscu”, zrozumiałam tak wiele, nabrałam odwagi na podjęcie znaczących decyzji i w końcu dotarło do mnie, co chcę osiągnąć, jaka chcę być.

Od tego momentu byłam pewna, że nic już nie będzie takie samo.

Kurs z godziny na godzinę stawał się atrakcyjniejszy, porywający, zaskakujący. Kiedy myślałam, że lepiej już być nie może – BYŁO :) Kiedy myślałam, że lepiej już czuć się nie mogę – wpadałam w jeszcze piękniejszy stan. Na kursie uzyskałam tak wiele - rozpierała mnie radość i energia, serce biło mocniej – odżyłam. Tego nie da się opisać, czy też osiągnąć w inny sposób. To trzeba przeżyć. Boję się myśleć, co stałoby się ze mną, gdyby nie wyjazd. Jezus odnalazł mnie i wyprowadził z ciemnej doliny. Dziękuję Mu za to każdego dnia :) 

Madzia

 

------------------------------------------------- 

 

Kurs Filipa był dla mnie pięknym doświadczeniem. Nie spodziewałam się takiego działania Pana w moim sercu (Pan Bóg jest nieprzewidywalny ;P). Prosiłam Go, aby mnie dotknął, jakkolwiek zechce, pokazał mi jeszcze raz, jak bardzo mnie kocha... bo wiem, że mnie kocha!:) Duch Św. przyszedł do mnie z Radością i Pokojem. Teraz jeszcze bardziej czuję, że tylko w bliskości Jezusa Chrystusa człowiek jest naprawdę wolny, tylko w jedności z Ciałem i Krwią Zbawiciela może pozostać czysty. Grzech nas brudzi i niszczy, ale my możemy ufać naszemu kochanemu Bogu... CHWAŁA PANU!!! :D

Kasia

 

-------------------------------------- 

 

Na kurs Filipa chciałam pojechać już wcześniej, ale przeszkoda był szeroko pojęty tzw. „brak czasu”. W końcu się zdecydowałam. Wiedziałam, że jeśli nie teraz to już nigdy, bo jestem na szóstym roku. Postanowiłam nie zastanawiać, nie rozważać „za” i „przeciw”. Szybko się zapisałam, szybko wpłaciłam pieniądze, no i pojechałam. Powinnam jeszcze dodać, że do tej pory nikogo nie znałam, ani z uczestników, ani z organizatorów. Dla osoby nieśmiałej, bo za taka się uważam, było to pewnego rodzaju „szaleństwo”. Na szczęście już  w trakcie podróży okazało się, że jadę z cudownymi, otwartymi ludźmi. Spędziłam z nimi owocne trzy dni. Czy kurs Filipa cos zmienił we mnie, w moim życiu?   Takie chyba powinnam postawić sobie pytanie. Nie były to moje pierwsze rekolekcje wyjazdowe, ale trochę inne niż wszystkie przeżyte do tej pory. Warto czasem przypomnieć sobie prawdy, na których opiera się nasza wiara, odświeżyć nasz, może czasem błędny, obraz Boga i otworzyć się na działanie Ducha Świętego. Na kursie kolejny raz powierzyłam swoje życie Chrystusowi. Jestem przekonana, że Bóg nie potrzebuje naszych kolejnych deklaracji. Za to my ich bardzo potrzebujemy. Ja tego potrzebowałam. Kurs Filipa okazał się być kolejnym krokiem do przodu, kolejnym krokiem do tego by być bliżej Najwyższego. Z niecierpliwością czekam na kolejne owoce.

ml

 
...bliżej Boga
Świadectwa
Wpisał Tomek Pietraszek   
Piątek, 02. Styczeń 2009 10:35

Każdy chyba zastanawia się po co jest na tym świecie, jaki jest jego cel i misja.

Człowiek wierzący wie, że Bóg to jego główny cel, tylko nieraz po prostu nie wie jak do Niego dotrzeć. Chodzimy co tydzień do kościoła, modlimy się rano i wieczorem, staramy się być dobrzy dla innych... ale czy tylko o to
w tym chodzi? Zazwyczaj tego nie czujemy, robimy to, bo takie są nakazy, tak robią inni i po prostu tak wypada.

Czy to jest pełna szczęścia i poczucie miłości Boga?
Nie możemy na tym poprzestawać, bo w końcu zwątpimy, poczujemy bezsens takiej powierzchownej wiary opartej tylko na nakazach i zakazach.

Kurs Filipa to pierwszy, ale jakże znaczący krok w stronę lepszego poznania Boga, który kocha nas bezgraniczną miłością, każdego z osobna. To niezapomniane doświadczenia i przeżycia, które umacniają wiarę i pozwalają lepiej poznać naszego Pana.

Cieszę się, że miałem możliwość uczestnictwa w tym kursie, dzięki któremu moje życie ukierunkowało się w na właściwy tor, zmierzający w stronę Boga. Nie jest to na pewno już prosty tor, bez żadnych przeszkód,
jednak wiem lepiej jak je omijać i dawać sobie z nimi radę. Pragnę wciąż lepiej zgłębiać Bożą, bezgraniczną miłość.

Pragnę zachęcić wszystkich szukających, osoby, które nie wiedzą czego tak naprawdę pragną.
Mi pomógł... czy Tobie pomoże ?
Przekonaj się sam, nie masz nic do stracenia.

Wystarczy poświęcić jeden weekend swojego życia, który i tak w większości wypadków tracimy bezowocnie na rzeczy, których nawet nie pamiętamy.

Kurs Filipa na pewno zapamiętasz...

... nie wspominając o wielu ciekawych osobach, które tam będziesz mógł
poznać.

 
Kurs Filipa: To był piękny czas
Świadectwa
Wpisał Agnieszka Brodowicz   
Piątek, 07. Listopad 2008 14:02

Pierwszy raz w życiu byłam rekolekcjach poza parafialnych. Pojechałam na Kurs, by pogłębić to, co Pan pozwolił mi już poznać i czego mogłam wcześniej doświadczyć; by trochę lepiej Was poznać; by zobaczyć jak to wygląda... Tak po prostu, bez żadnych konkretów... Otrzymałam nie tylko to, na co liczyłam jadąc na kurs, ale jeszcze o wiele więcej niż oczekiwałam... To był piękny czas, całkowicie oddany Bogu, niesamowity, prawdziwy...

Pewnie trudno w to uwierzyć, bo z reguły jestem słabo widoczna;) ale na spotkania  modlitewne Odnowy przychodzę już od kilku dobrych miesięcy a dopiero dziś, po Mszy św. pierwszy raz tak naprawdę, tak rzeczywiście otworzyłam się na działanie Ducha Świętego, pierwszy raz tak bezpośrednio poczułam jak mnie ogarnia, pierwszy raz głośno się
modliłam, pierwszy raz poczułam, że modląc się i wychwalając Pana nie panuję nad potokiem słów, pierwszy raz pozwoliłam mojemu ciału, by wielbiło, prosiło i dziękowało swojemu Stwórcy tak, jak tego potrzebuje i pragnie, by nie ograniczało tego, co czuje moja dusza i serce... Niby niczego tak wielkiego nie doświadczyłam, ale Wy przecież dobrze wiecie, jak to jest ogromny dar, podstawa, początek dalszej drogi... Szczególnie dla mnie jest to duży dar, bo zwykle tak ciężko jest mi się otworzyć...

Na kursie miałam okazję, by doświadczyć niesamowicie szerokiej palety uczuć w stosunku do naszego Ojca i siebie samej: od złości na swoją słabość, brak odwagi, na to, co mnie ogranicza, po ukojenie, spokój, po totalny zachwyt, radość, wznoszenie się ku Bogu... I o to pewnie też chodzi w Kursie Filipa. Wzruszające, piękne, pozwalające na nowo zachwycać się Bogiem i doświadczać Jego miłości, było móc widzieć jak działa w innych...

To, czego Bóg pozwolił mi doświadczyć, sam najlepiej wiedząc czego mi potrzeba, zostanie we mnie na zawsze. Dziękuję z całego serca Księdzu Antoniemu i Wam, za piękne, odważne świadectwa, za to, że po prostu byliście, za modlitwę, za to, że pozwoliliście przez siebie działać Panu Bogu w tylu ludziach...

 
Kurs Filipa - niezapomniane przeżycie
Świadectwa
Wpisał Paulina Zachara   
Środa, 29. Październik 2008 22:55

Cześć! Witam was wszystkich. Mam na imię Paulina i chcę opowiedzieć Wam o Kursie Filipa. Jednak nie bardzo mogę przekazać Wam, co na tym kursie się działo, bo… to tajemnica. Jedyne co wolno mi, to przedstawić Wam moje świadectwo.

Wszystko zaczęło się dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, w małej krainie… A tak naprawdę, parę miesięcy temu podczas przygotowań do bierzmowania. Tylko nie myślcie sobie, że zagubiłam się w wierze i miałam później bierzmowanie… co to, to nie! Wiecie, ja właśnie skończyłam 16 lat.

Wracając do Kursu, byłam tam jedyną osobą, która miała mniej niż 19 lat, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Ja po prostu lubię przebywać, rozmawiać z osobami bardziej dojrzałymi ode mnie, lub takimi, którzy przynajmniej sprawiają takie wrażenie. Tam, w Pcimiu Krzywicy (taka strasznie mała wioska nieopodal Myślenic), gdzie mieszkaliśmy, jedliśmy, modliliśmy się, tam właśnie przeżyłam duchowe odrodzenie (jak zresztą chyba wszyscy uczestnicy Kursu).

Wcześniej, owszem, wierzyłam w Boga, chodziłam do Kościoła, spowiadałam się, przyjmowałam komunię, modliłam się – wydawało mi się, że jestem prawdziwą katoliczką (czasami nawet byłam w Kościele na Mszy Świętej w dzień powszedni). Jednak teraz wiem, że czegoś mi ciągle brakowało…

Zrozumiałam, że Bóg jest moim Ojcem i jego miłość trwa na wieki, a Duch Święty umacnia mnie i prowadzi przez kręte ścieżki mojego życia. Obecnie czuję się naprawdę Dzieckiem Bożym i wolne chwile próbuję spędzić w Kościele, bądź na czytaniu Pisma Świętego albo po prostu na rozmowie z Bogiem. Jest jeszcze jedno, o czym chcę Wam dziś powiedzieć. Zaraz po Kursie Filipa odważyłam się (Pan Bóg mnie poprowadził) pójść do takiej prawdziwej, wieloletniej spowiedzi. Teraz czuję się wspaniale, zrzuciłam z siebie ciężar grzechów, które tkwiły we mnie gdzieś głęboko. Wiem, że Pan Bóg wysłuchał mnie, wybaczył mi i szybko zapomniał o moich winach.

Na koniec chcę was zaprosić na następny Kurs Filipa. Naprawdę, mówię Wam, warto poświęcić ten jeden weekend na spotkanie z Bogiem. Gdy wrócicie, tu do Krakowa lub każdego innego miejsca na świecie, świat nabierze dla Was kolorów, a na Waszej twarzy pojawią się zmarszczki od ciągłego uśmiechania się (nie przejmujcie się, ja tylko żartowałam). Naprawdę zmienicie się! Świat pozostanie taki sam, jednak Wy będziecie inaczej na niego patrzeć. Poza tym, poznacie wielu wspaniałych ludzi, takich jak Wy, którzy mogą Wam pomóc na studiach, gdyż potrafią właśnie to, czego Wy nie umiecie! Po Kursie Filipa każdy dostaje radosnego bzika i wciąż z radości fika i fika.